Od sześciu lat jeździmy na turnusy do środków z oczyszczającą dietą owocowo-warzywną dr Dąbrowskiej.
Za każdym razem z jej wykładów dowiaduję się coraz to nowych rzeczy na temat funkcjonowania ciała człowieka. Pewnie można tę wiedzę przyswoić sobie szybciej ale lubię to tempo nauki. Dlaczego? Za każdym razem skupiam uwagę na czymś, co mnie w tym momencie najbardziej nurtuje.
Tym razem wybraliśmy Gołubie na Kaszubach. Odważna decyzja, bo ośrodek nie jest przystosowany dla potrzeb osób niepełnosprawnych. Choć przyznaję z uznaniem, że dostaliśmy pokój z szerokimi drzwiami i uchwytami w łazience po właściwej stronie. Gospodarze dołożyli starań, by dopasować do naszych potrzeb wysokość łóżek. Sam ośrodek jest ładnie położony w lesie w pobliżu jeziora. Leży na obszarze bardzo sprzyjającego człowiekowi promieniowania radiestezyjnego.
Dla nas ogromnym wyzwaniem było przemieszczanie się między poszczególnymi obiektami. Dla Marka wielkim treningiem było wielokrotnie ubieranie się i rozbieranie. W warunkach domowych trudno byłoby zmobilizować się do takiej ilości powtórzeń takiego ćwiczenia. A chodzić kilometr na posiłki?
Na początku nie dawaliśmy rady pójść na basen każdego dnia. Uważam, że 4-5 pobytów w tygodniu to też dobry wynik. Z wielką radością odnotowałam, że nieomal po trzech latach rehabilitacji znalazł się znowu na miejscu mój środek ciężkości i w wodzie mogę utrzymać pozycję leżącą na brzuchu. Do tej pory lewa strona była bardziej podatna na grawitację i lgnęła do dna. Jeszcze trochę pracy zostało mi na synchronizację ruchów rąk i nóg ale uwierzyłam, że mogę z sukcesem przypomnieć sobie jak się pływa.
Nie wiem ile czasu zajmie to Markowi. Na razie trenował chodzenie i podskakiwanie w wodzie. Bardzo ładnie usprawniała się niewładna ręka. Ustępował przykurcz, uruchamiały się większe stawy.
Teraz Marek już sam wychodzi z domu i spaceruje z drewnianym kijem, na który zakładam końcówkę od laski łokciowej. W najbliższym czasie kupię nam kije do nordic walking. Bardzo dobrze mi się chodziło. Po dwudziestu latach używania lasek łokciowych ten wynalazek sprawił, że czułam przyjemność z chodzenia. Markowi też się podobało choć na razie jeszcze nie odważył się wziąć kij do lewej ręki. Jestem pewna, że szybko przyjdzie ten moment i opanuje tę technikę chodzenia. Znakomita gimnastyka i bardzo naturalny ruch.
Zobacz sam: